„Świadectwo waszego życia autentycznie i bez reszty oddanego Bogu i braciom jest niezbędne, aby uobecniać w świecie Chrystusa i docierać z Jego Ewangelią do ludzi naszych czasów, którzy chętniej słuchają świadków niż nauczycieli i są bardziej wrażliwi na żywe przykłady niż słowa” – takie słowa skierował w orędziu do osób konsekrowanych w 1997 roku Jan Paweł II.
Papież wskazał dalej, że osoby konsekrowane mają być w świecie solą, która nie traci smaku, światłem, które nie przestaje promieniować na otoczenie, i miastem położonym na górze, które przyciąga wzrok z daleka… W gronie osób konsekrowanych powołania są różne – oczywiście, obok tego najpierwszego. Są więc utalentowani rekolekcjoniści, ceremoniarze, sportowcy, społecznicy, wolontariusze, nauczyciele… Są także ci, którzy za klauzurą trzymają „straż” przy Najświętszym Sakramencie.
– Nie będzie przesady, jeśli powiemy, że to racja naszego bytu. Głównym celem Zakonu jest wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu. Gdybyśmy zaniedbały adorację, przestałybyśmy istnieć. Nasi Założyciele – o. Bonawentura Heurlaut oraz m. Maria od św. Klary Bouilleveaux – od początku starali się uczulić siostry, wówczas Franciszkanki Najświętszego Sakramentu, aby wzięły sobie tę misję w Kościele „na serio”. Bo to Bóg wybiera i to On rozdziela zadania w Kościele. A nas wezwał właśnie do nieustannej adoracji Jego, obecnego w Najświętszym Sakramencie. Ponieważ jednak jesteśmy tylko ludźmi, nie jesteśmy w stanie wszystkie razem 24 godziny na dobę trwać na adoracji. Stąd ta „zmiana warty” w ciągu dnia co godzinę, a w nocy – co dwie – mówią bydgoskie klaryski.
Powszechne prawo klauzury wprowadził w roku 1298 papież Bonifacy VIII, zakazując mniszkom wychodzenia z klasztoru – z wyjątkiem zagrożenia dla życia lub ciężkiej choroby. Klauzura miała być „więzieniem i grobem” dla osób, które decydują się do niej wejść. Siostry raczej nie odczytują w ten sposób swojego powołania… – Rzeczywiście, dla osób „z zewnątrz” klasztor klauzurowy może się wydawać owym „więzieniem i grobem”, ucieczką od życia, marnowaniem młodości… Jednak znowu dotykamy tutaj tajemnicy powołania, bo co dla jednych jest „więzieniem i grobem”, to dla osoby powołanej może się stać prawdziwą „Ziemią Obiecaną” – nawet jeśli w momencie przekroczenia klauzury osoba ta jeszcze nie zna istoty życia, które rozpoczyna. I tak jest w każdym powołaniu, nie tylko do życia w klauzurze. Natomiast mówiąc stricte o naszym życiu, to Kościół dał nam klauzurę jako środek do ustrzeżenia skarbu w naszych sercach, którym jest relacja z żywym i prawdziwym Bogiem. Zamknięcie, cisza, surowość tego życia nie są celem samym w sobie. Ograniczają ilość bodźców, aby skupić się na tym, co najważniejsze – na życiu z Bogiem…
Życie w zakonie często kojarzy się z ascezą, ograniczeniami, narzuconym rygorem. Jak w tym wszystkim czuć się wolnym? – Można tu dać jako przykład małżeństwo. W momencie ślubu mężczyzna wiąże się z tą jedną konkretną kobietą na całe życie – a to zakłada rezygnację z dalszych poszukiwań „kandydatek na żonę”. Jedno „tak” oznacza „nie” dla czegoś innego. Miłość domaga się konkretnego wyboru, bez kompromisów. Jest to trudne, bo mamy ciało, które w momencie ślubu czy ślubów w zakonie nie przestaje „działać”. I po to jest asceza – aby wytrwać w tym wybranym „tak”. Oczywiście, że boli. Dlatego potrzeba najpierw zmiany myślenia – że wolność to nie jest SAMOwola i chodzenie za wszystkim, co mi się chce. Wolność to zdolność dokonywania wyborów i brania odpowiedzialności za nie – tłumaczą siostry.
Rytm życia zakonnego wyznaczają dwie wskazówki: modlitwa i praca. Jak same podkreślają, ich plan dnia przewiduje modlitwę i pracę na przemian, zatem – z praktycznego punktu widzenia – dwie różne czynności. Jednak ich cel jest ten sam: oddawanie chwały Bogu. – To nie jest tak, że nasze życie modlitwy – a więc budowanie relacji z Bogiem – odbywa się tylko w kaplicy. Fizycznie Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie przebywa właśnie tam, ale na miarę naszych ludzkich sił staramy się z Nim przebywać sercem, pamiętać o Nim, pracować z Nim, po prostu – cały dzień przeżyć z Nim, prowadzone przez Niego. W ten sposób dążymy do tego, aby całe nasze życie stało się modlitwą uwielbienia, adoracji, ale także błagania o zbawienie świata i za dusze w czyśćcu cierpiące. Natomiast nasze obowiązki technicznie wyglądają jak w każdym domu: pranie, gotowanie, sprzątanie, prasowanie, troska o ogród… Jednak znowu – idąc za św. Klarą – praca nie jest tutaj celem sama w sobie, a środkiem zwalczającym lenistwo „jako nieprzyjaciela duszy”…
Siostry pracują także „zarobkowo” – wykonują bieliznę kielichową i różańce, choć częściej jako dary. Warto przypomnieć, że najliczniejszym żeńskim zakonem kontemplacyjnym w Polsce są karmelitanki bose i (właśnie) klaryski od wieczystej adoracji. Bydgoska wspólnota liczy 22 siostry: 21 sióstr to siostry profeski po ślubach wieczystych, jedna to profeska czasowa. Najmłodsza ma 28 lat, najstarsza – 92. Siostry wstępowały do zakonu na różnych etapach swojego życia: jedne jako nastolatki, inne – w czasie, kiedy już pracowały zawodowo. – Historia powołania każdej z nas jest różna, co pokazuje, jak Bóg jest bogaty i pomysłowy. On nie jest szablonowy. Coś, co dla nas, ludzi, zdałoby się przeszkodą, w Jego oczach może okazać się skarbem. To On wybiera i do nas należy tylko ten wybór odczytać, zaufać i za Nim pójść. Dlatego tu jesteśmy…
Trwająca od miesięcy sytuacja mniejszych lub większych ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa może być w pewien sposób nawiązaniem do „życiowej kwarantanny”, którą wybrały siostry. W obu przypadkach chodzi o zamknięcie – tylko w przypadku zakonów klauzurowych – jest ono dobrowolne. Jak wykorzystać ten czas „ograniczeń”, by nie spłycić życia, nie funkcjonować tylko na pół gwizdka? – Trudny czas pandemii stawia w sytuacji, kiedy – chcąc, nie chcąc – tryb życia ulega diametralnej zmianie – choćby przez to, że trzeba więcej przebywać w domu. Praca – zdalnie, szkoła – zdalnie, więcej czasu pod jednym dachem z domownikami. Może to być okazja do zatrzymania się i zadania sobie pytań: co jest dla mnie najważniejsze? Czemu się poświęcam? Jak wyglądają moje relacje z najbliższymi: czy cieszę się, że mogę z nimi spędzić więcej czasu, czy nie możemy ze sobą wytrzymać? Po co w ogóle żyję, po co pracuję, po co się trudzę? Ten czas można naprawdę dobrze przeżyć – pod warunkiem, że szczerze odpowiemy sobie na te pytania, podejmiemy refleksję i zdecydujemy się na zmiany – wskazują klaryski, które też podkreślają, że w czasie pandemii dociera do nich więcej próśb o modlitwę. – Najczęściej są to prośby o zdrowie dla chorych na koronawirusa, o łaski potrzebne dla przebywających na kwarantannie, o szczęśliwą śmierć dla konających, o pociechę dla ich rodzin, o zakończenie pandemii…
Światowy Dzień Życia Konsekrowanego – ustanowiony przez papieża Jana Pawła II w 1997 roku – przypada corocznie 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego. Czym jest ten czas dla sióstr? – Z pewnością okazją do zatrzymania się i odnowienia w sobie świadomości sensu życia konsekrowanego, która w prozie codziennego życia się zaciera. Tego dnia wpatrujemy się w Jezusa, który jako małe dziecko zostaje przyniesiony przez Maryję i Józefa do Świątyni Jerozolimskiej i ofiarowany swojemu Ojcu. Oczywiście wiemy, że Jezus jest Bogiem, ale pamiętamy też, że jest Człowiekiem. Po ludzku patrząc – co takie malutkie dziecko może rozumieć? Ale jednak Bóg Ojciec przyjmuje ofiarę, a Jezus wzrasta w tym ofiarowaniu, żyje nim każdego dnia i jest mu wierny aż po krzyż. Podobnie i my – wstępujemy do zakonu jako osoby pełnoletnie, ale z perspektywy Boga może jesteśmy mniejsze niż Dzieciątko Jezus przyniesione do świątyni. A jednak Bóg Ojciec nas przyjmuje, otacza opieką i daje wzrost, łaskę oraz siły do życia w taki sposób, do jakiego nas powołał. Ponieważ jesteśmy słabe, potrzebujemy takich chwil w ciągu roku, które przypomną nam, Kto nas powołał, kim my jesteśmy i do czego jesteśmy przez Boga zaproszone. Zewnętrznym tego wyrazem jest to, że tego dnia w czasie Mszy Świętej uroczyście odnawiamy śluby – mówią klaryski.
W tradycji chrześcijańskiej ten dzień to również święto Matki Bożej Gromnicznej. Dlatego w kościołach święci się gromnice, które symbolizują Maryję. Jej całe życie było niejako „spalaniem się dla Boga”. Można tak też powiedzieć o osobach konsekrowanych… – Nie tylko „można”, ale tak po prostu jest. A ponieważ na samo słowo „ofiara” czy „spalanie się” w pierwszym odruchu czujemy lęk i chcemy uciekać, to Bóg dał nam Maryję, aby nam pokazać, że taki sposób życia jest możliwy, piękny i na tej drodze można odnaleźć prawdziwe szczęście. Mało tego – TYLKO na drodze ofiary i poświęcenia można być szczęśliwym. Tu nie chodzi o wielkie rzeczy i nie tylko w odniesieniu do osób konsekrowanych. Maryja była zwyczajną dziewczyną prowadzącą proste życie. Jest Mistrzynią „świętej codzienności”, której my zazwyczaj nie doceniamy. Często nie zwracamy uwagi na matki wychowujące swoje dzieci, wstające do nich w nocy; na osoby pielęgnujące chorych i starszych; na pana STOP czuwającego godzinami przy przejściu dla pieszych w upale i mrozie – na zwykłych, prostych ludzi wykonujących zwykłe, proste czynności, które są niczym innym jak dawaniem siebie. To integralna część ludzkiej egzystencji, bez której życie staje się egoistyczne, skoncentrowane na sobie, a przez to – przeraźliwie samotne i puste – wskazują siostry.
Posłuszeństwo, ubóstwo i czystość. To rady ewangeliczne, które dyktują dość radykalny styl życia – taki, przed którym współczesny człowiek często ucieka. Czy mogą być one źródłem radości? – Mogą i są źródłem radości – w zależności od tego, jak się je przeżywa. Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi i wierzymy, że wszystko, co nam daje, jest dobre. A skoro tak, to powołując niektóre osoby do życia radami ewangelicznymi, bez wątpienia nie skazał ich na życie wybrakowane, gorsze, pozbawione smaku i szczęścia. Wezwał je do najpiękniejszej formy życia wybranej właśnie dla nich – do naśladowania Jezusa czystego, ubogiego i posłusznego. Śluby mają sens o tyle, o ile są wyrazem relacji z Bogiem, który jest Osobą żywą i prawdziwą. Wówczas czystość nie jest „dzikością” na wzór dziewiczej puszczy, której nie dotknęła ludzka ręka, gdzie wszystko rośnie tak jak chce; to nie jest ziemia niczyja. Czystość to ogród, który ma swojego Właściciela i Ogrodnika. Ubóstwo wyraża to, że całe nasze bogactwo jest u-Boga; nie szukam więcej zabezpieczeń w świecie, w zmysłowości, próżnych przyjemnościach, które zniewalają i na dłuższą metę nie dają szczęścia; wybieram wolność w Nim. Jemu oddaję troskę o mnie. Posłuszeństwo samo przez się wyraża relację do Kogoś – jest się posłusznym Komuś. A w tym przypadku chodzi o Kogoś, kto mnie kocha miłością największą, jedyną, niepowtarzalną. Kogoś, komu na mnie zależy. Kogoś, kto ma o mnie staranie i jako JEDYNY wie, co jest dla mnie najlepsze. Tylko w odniesieniu do Osoby śluby mają sens…
Oczywiście, i na tej drodze zdarzają się chwile zwątpienia. – Jesteśmy ludźmi z krwi i kości i w momencie przekroczenia klauzury czy złożenia ślubów nie straciłyśmy ciała ani nie przestało ono funkcjonować. Tak ma być, ponieważ Ten, który nas powołał, tak nas stworzył i lepiej niż my wie, z czym to się wiąże. I nie chodzi tu tylko o sferę seksualną. Najogólniej mowa tu o własnych ambicjach, planach, o tym, co JA uważam za lepsze, podczas gdy ten drugi myśli inaczej; o tym, co MI się chce teraz zrobić, podczas gdy plan dnia przewiduje coś innego… Zaproszeń do przekroczenia siebie jest wiele każdego dnia. Po ludzku można mieć czasem dość i stracić z oczu cel. Dlatego potrzebujemy nieustannie wpatrywać się w Pana Jezusa, aby nam przypominał sens podejmowanych trudów. Z drugiej jednak strony te zwątpienia i upadki są wpisane w naszą drogę, abyśmy zbytnio nie ufały sobie i swoim siłom, abyśmy tym bardziej szukały Pana. Jemu nie tyle chodzi o naszą bezgrzeszność, co o zaufanie i przylgnięcie do Niego. Bo grzeszyć będziemy do końca życia. Ale czy On tego nie wie? Takie nas powołał, a więc ma sposób na to, aby z umorusanych łobuzów przemienić nas w królowe jaśniejące Jego chwałą w niebie…
Tekst opublikowany w „Przewodniku Katolickim”: Katarzyna Jarzembowska
Zdjęcie: Archiwum Sióstr Klarysek



