03.05.2026

To nie była zwykła majówka. To były trzy dni drogi, blisko 90 kilometrów wysiłku, śmiechu, modlitwy i rozmów, które zostają w człowieku na długo. Dwadzieścia osób pod przewodnictwem ks. Wojciecha Ciołka – kapelana Drogi Świętego Jakuba Apostoła w diecezji bydgoskiej – przeszło Camino Polaco – od Polanowic przez Mogilno i Trzemeszno aż do Gniezna – udowadniając, że pielgrzymka to nie tylko marsz, ale doświadczenie, które porządkuje serce i głowę.

Pierwszy dzień rozpoczął się mocnym wejściem: 32 kilometry z Polanowic do Mogilna. Szlak poprowadził pielgrzymów przez spokojne kujawskie krajobrazy, wśród pól, zieleni i ciszy, która sprzyjała modlitwie i refleksji. Po drodze było Strzelno – z romańską bazyliką Świętej Trójcy i słynnymi kolumnami cnót i przywar. Pielgrzymi, rzecz jasna, usiedli wyjątkowo blisko tych „z grzeszkami”, co tylko potwierdziło, że dystans do siebie to na Camino rzecz równie potrzebna jak dobre buty. Dzień zakończył się w Mogilnie – w cieniu benedyktyńskiego klasztoru, gdzie po trudach pierwszego etapu można było złapać oddech i zobaczyć, że ta droga od początku niesie w sobie coś więcej niż tylko kolejne kilometry.

Drugiego dnia słońce nie zamierzało odpuszczać. Trasa z Mogilna do Trzemeszna wystawiła uczestników na próbę nie tylko dystansem, ale i temperaturą. Efekt? Klasyczna „opalenizna na murarza”, zmęczenie i jeszcze więcej śmiechu. Mimo skwaru nikt nie zwalniał. Szli równo, krok za krokiem, z uśmiechem, humorem i wsparciem, które z godziny na godzinę coraz mocniej cementowało grupę. Na końcu czekało Trzemeszno z majestatyczną bazyliką Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – miejscem z historią starszą niż niejeden podręcznik, owianym legendą o św. Wojciechu i pełnym szczególnej ciszy, która mówi więcej niż słowa. Wieczorem zaś – zgodnie z najlepszą polską tradycją majówki – był grill, rozmowy do późna i ten rodzaj zmęczenia, który smakuje najlepiej, bo jest uczciwie przeżyty.

Trzeciego dnia nikt już nie udawał bohatera. Nogi – mówiąc wprost – chciały złożyć wypowiedzenie, a plecaki jakimś cudem zrobiły się dwa razy cięższe. Ale właśnie wtedy wydarzyło się to, co w Camino najważniejsze. Kiedy ciało mówi „dość”, człowiek zaczyna iść czymś więcej niż siłą mięśni. Ostatni etap do Gniezna miał w sobie coś symbolicznego – był spokojniejszy, bardziej cichy, jakby sam szlak wiedział, że to już finał. Były pola, drzewa, rytm kroków oraz ta dziwna mieszanina zmęczenia, wzruszenia i niedowierzania, że to już koniec.

A potem przyszło Gniezno – dawna stolica Polski, miasto historii, ciężaru i znaczeń. I ten moment, kiedy pielgrzymi stanęli przy Konfesji św. Wojciecha, bez wielkich słów, patosu, raczej z ciszą, skupieniem oraz prostą myślą: „Zrobiliśmy to”.

Bo Camino Polaco okazało się czymś znacznie większym niż trzydniowy marsz. Było przygodą i wysiłkiem. Było śmiechem, rozmowami o życiu, chwilami ciszy, które potrafią powiedzieć więcej niż cały dzień słów. Było wspólnotą zbudowaną nie na deklaracjach, ale na wspólnym kurzu, zmęczeniu, wodzie wypitej przy trasie i spojrzeniach, które nie potrzebowały tłumaczenia.

I choć pielgrzymi dotarli do celu, wszyscy wiedzą już jedno: Camino nie kończy się w Gnieźnie. Camino wraca z człowiekiem do domu. Zostaje w nogach, w głowie i gdzieś głęboko pod codziennością. I bardzo szybko zaczyna ciągnąć dalej.

Dlatego jedno jest pewne: to nie koniec drogi. To dopiero początek. Buen Camino.

Na podstawie relacji z „Jakub w Bydgoszczy – Bydgoskie Camino”.

Biuro Prasowe Diecezji Bydgoskiej
Marcin Jarzembowski
Zdjęcia nadesłał: ks. dr Wojciech Ciołek

print