05.10.2026

„Idź i napraw mój Kościół” – te słowa usłyszane przed krzyżem w San Damiano stały się początkiem drogi św. Franciszka z Asyżu. W czasach wojen, podziałów i nieufności święty ten przypomina, że prawdziwy pokój zaczyna się od człowieka, który potrafi ogołocić się z własnego egoizmu i budować mosty zamiast murów – mówił bp Krzysztof Włodarczyk podczas uroczystości w bydgoskim kościele Wniebowzięcia NMP „Klarysek”.

Tegoroczne obchody miały szczególny charakter, ponieważ dokładnie 800 lat temu – 3 października 1226 roku – Franciszek przeszedł z ziemskiego życia do wieczności. Eucharystii przewodniczył bp Krzysztof Włodarczyk, który wygłosił homilię. Po Mszy św. wspólnota przeżywała również Transitus – liturgiczne wspomnienie chwalebnego przejścia świętego Franciszka do Nieba.

Gwardian bydgoskiej wspólnoty, br. Jacek Dybała OFMCap, podkreślił, że jubileusz jest przede wszystkim okazją do wdzięczności za dar franciszkańskiego powołania – zarówno mężczyzn konsekrowanych, sióstr klarysek, jak i świeckich, którzy żyją duchowością Biedaczyny z Asyżu.

Biskup Włodarczyk rozpoczął homilię od przypomnienia człowieka, który „na wzór Chrystusa ogołocił się ze wszystkiego” i właśnie dlatego został narzędziem odnowy. – Na swoje czasy Franciszek był na wzór Chrystusa „odrzuconym kamieniem”: odrzuconym przez ojca, odrzuconym przez światowe życie, wyzbył się wszystkiego, co posiadał – mówił biskup.

Franciszek urodził się w Asyżu w 1181 lub 1182 roku. Jako młody człowiek marzył o rycerskiej sławie. Był wesoły, wrażliwy, kochał muzykę i poezję. Nazywano go nawet królem asyskiej młodzieży. Wszystko zmieniło się jednak po wojnie z Perugią, kiedy trafił do niewoli i ciężko zachorował. Później, podczas kolejnej wyprawy, w Spoleto usłyszał pytanie, które zmieniło jego życie: „Franciszku, komu lepiej służyć, Panu czy słudze?”. Odpowiedział: „Panu”.

Wrócił do Asyżu. Zaczął modlić się, służyć chorym i szukać swojej drogi. Przełom nastąpił w zrujnowanym kościółku San Damiano, gdzie przed krzyżem usłyszał wezwanie Chrystusa: „Franciszku, idź i napraw mój Kościół, który chyli się ku upadkowi”. Początkowo zrozumiał te słowa dosłownie. Zaczął odbudowywać zniszczone kościoły. Sprzedał konia, zabrał z magazynu ojca bele sukna, a uzyskane pieniądze przeznaczył na remont San Damiano. Doprowadziło to do konfliktu z ojcem i ostatecznie do publicznego wyrzeczenia się przez Franciszka rodzinnego majątku.

Na placu biskupim młody Franciszek zdjął ubranie, które otrzymał od ojca, i złożył je u jego stóp. – Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem – powiedział. Zdaniem bp. Włodarczyka właśnie wtedy rozpoczęła się jego prawdziwa droga odnowy Kościoła – nie poprzez władzę, pieniądze czy wpływy, ale przez Ewangelię, pokutę, ubóstwo i całkowite zawierzenie Bogu. Do Franciszka zaczęli dołączać kolejni bracia. Tak narodziła się wielka rodzina franciszkańska.

Biskup przypomniał również, że przesłanie Biedaczyny bardzo szybko stało się przesłaniem pokoju. Franciszek nie zatrzymał się na własnej przemianie. Chciał nieść Ewangelię także tam, gdzie panowały konflikty i niezrozumienie. Jednym z najbardziej niezwykłych momentów jego życia było spotkanie z sułtanem Melek el-Kamelem w Egipcie. – Franciszek, nieuzbrojony człowiek, przekroczył granice wojny i niezrozumienia – zauważył bp Włodarczyk.

Franciszek nie przychodził jednak z przemocą. Przychodził z Ewangelią i pokojem. To właśnie ten wymiar jego życia biskup mocno odniósł do współczesności. Przypomniał słowa papieża Leona XIV, który wskazuje, że św. Franciszek przemawia szczególnie mocno do świata naznaczonego wojnami, podziałami, nieufnością i strachem. – Nie dlatego, że oferuje techniczne rozwiązania, ale dlatego, że jego życie wskazuje autentyczne źródło pokoju – cytował papieża bp Włodarczyk.

Franciszek pokazuje również, że odbudowa Kościoła nie zaczyna się od wielkich struktur. Zaczyna się od osobistego nawrócenia. – Bóg wybrał Franciszka, by jego styl życia: radość i pokój płynący z wiary i miłości Boga, stał się fundamentem odnowy Kościoła – podkreślił ordynariusz diecezji bydgoskiej.

Jednym z najbardziej poruszających fragmentów homilii była opowieść o ostatnich chwilach życia Franciszka. Schorowany, tracący wzrok, naznaczony stygmatami, poprosił, by zanieść go do Porcjunkuli – miejsca szczególnie ukochanego przez niego i pierwszej siedziby zakonu. Chciał umrzeć tak, jak żył – w całkowitym ubóstwie. Poprosił, aby położono go na gołej ziemi. Wtedy wielu braci po raz pierwszy zobaczyło stygmaty – rany Chrystusa, które Franciszek nosił na swoim ciele od 1224 roku.
Miał zaledwie 45 lat. Umierał osiemset lat temu, 3 października 1226 roku.

Jego pierwszy biograf, Tomasz z Celano, zapisał krótkie, ale niezwykle mocne zdanie: Mortem cantando suscepit – „Śmierć przyjął, śpiewając”.

Według bp. Włodarczyka właśnie w tym obrazie zawiera się niezwykła siła Franciszka. Człowiek, który nie miał nic, umierał w pokoju. Człowiek odrzucony przez świat stał się jednym z najważniejszych świadków Chrystusa. – Zakochany w Ewangelii, w prostym, ubogim życiu, oddany chorym i zagubionym. Wszystkich chciał przyprowadzić do Boga. Stał się „kamieniem węgielnym”, odbudowując Kościół, który na ówczesne czasy popadał w ruinę – mówił biskup.

Na zakończenie bp Włodarczyk przywołał słowa papieża Leona XIV skierowane do Rodziny Franciszkańskiej. Ojciec Święty zachęcał, by duchowe dziedzictwo Franciszka prowadziło do zaufania Bogu, życia wiernego Ewangelii oraz odczytywania codzienności w świetle wiary i modlitwy.

Biskup zakończył homilię modlitwą, w której szczególnie wybrzmiało wezwanie do budowania pokoju. – Święty Franciszku, nasz bracie, ty, który osiemset lat temu wyszedłeś na spotkanie siostrze śmierci jako człowiek pełen pokoju, wstawiaj się za nami u Pana. I dalej: „Daj nam odwagę budować mosty tam, gdzie świat wznosi granice”.

To chyba jedno z najważniejszych przesłań jubileuszu. Franciszek nie proponuje ucieczki od trudnego świata. Pokazuje, jak wejść w jego środek – bez przemocy, bez pogardy i bez lęku – z Ewangelią, prostotą i pokojem.

Biuro Prasowe Diecezji Bydgoskiej
Marcin Jarzembowski

print