„Pan Bóg jest, Pan Bóg działa i nie jesteśmy sami” – mówił ks. Bartosz Wojtaszek, proboszcz i kustosz Sanktuarium Świętego Szarbela we Włókach. Podczas Eucharystii Lidia i jej mąż Kamil podzielili się świadectwem uzdrowienia kobiety, której lekarze w dzieciństwie mówili, że nigdy nie będzie normalnie chodzić. Opowiedzieli również o dramatycznych narodzinach ich syna Samuela i o tym, jak jego stan poprawił się po modlitwie z relikwiami św. Szarbela. „Najważniejsza w tym wszystkim jest próba wiary” – podkreślali.

Ksiądz Bartosz Wojtaszek, rozpoczynając Eucharystię, przypomniał, że sanktuarium jest miejscem, do którego przychodzą ludzie z konkretnymi cierpieniami, chorobami i sytuacjami, które po ludzku wydają się beznadziejne. – Podczas każdej Mszy Świętej prosimy, by święty Szarbel właśnie dla nich wyprosił potrzebne łaski i umocnił w wierze” – powiedział.

Kustosz sanktuarium zwrócił uwagę, że wiara nie oznacza obietnicy, iż każdy problem zostanie rozwiązany w sposób spektakularny. Chodzi także o doświadczenie obecności Boga w cierpieniu. – Ale może Pan Bóg właśnie da mi ten pokój w sercu. To, że poczuję, że nie jestem sam” – zaznaczył.

Właśnie takim świadectwem podzielili się Lidia i Kamil. Kobieta od dzieciństwa cierpiała na dysplazję stawów biodrowych. Operacja przeprowadzona, gdy miała 2,5 roku, nie powiodła się. Zaczęła chodzić dopiero w wieku czterech lat, a jedna z jej kończyn była krótsza o 3,5 cm. Lekarze nie pozostawiali jej wówczas większych złudzeń. – Mój prowadzący lekarz mówił, że ja nigdy w życiu nie będę chodzić, nie będę jeździć na rowerze, nie będę robić tak naprawdę niczego – wspominała.

Przełom nastąpił w 2019 r., gdy wraz z ówczesnym narzeczonym, a dziś mężem Kamilem, poznała postać św. Szarbela podczas rekolekcji w Olsztynie koło Częstochowy. Kamil zaproponował, aby zaczęli modlić się za jego wstawiennictwem. Po kolejnych modlitwach, Mszach Świętych i prośbach Lidia zaczęła zauważać, że jej sprawność wyraźnie się poprawia.

To, co początkowo było tylko doświadczeniem codzienności, postanowili sprawdzić. Wykonane badania oraz pomiary długości kończyn przyniosły dla niej zaskakujący rezultat. Fizjoterapeuta stwierdził, że kończyny są równej długości, a ruchomość stawów biodrowych jest prawidłowa, a w niektórych zakresach nawet ponad normę.

Lidia poszła również do lekarza ortopedy, który znał ją od dzieciństwa. – Myślał, że albo wjadę do gabinetu, albo ktoś mnie wniesie. A jak zobaczył, że weszłam do niego własnych siłach, w butach sportowych, to się uśmiechnął – opowiadała. Lekarz, oglądając zdjęcie rentgenowskie, miał jedynie kręcić głową i mówić o „dużej zmianie na plus”.

Dziś Lidia jest żoną i matką trojga dzieci. Jedno z kolejnych świadectw dotyczy jej syna Noela. Chłopiec podczas porodu urodził się z krótkotrwałą zamartwicą. Zbliżały się jego drugie urodziny, a on wciąż nie chodził. Matka bała się, że historia jej własnego dzieciństwa może się powtórzyć. Pewnego dnia Noel wziął do rąk obrazek św. Szarbela. – I z nim postawił swoje pierwsze kroki. Teraz jest chłopcem pełnym energii, biegającym – powiedziała Lidia.

Najtrudniejsza próba wiary przyszła jednak wraz z narodzinami trzeciego dziecka. Samuel urodził się 9 grudnia 2025 r. podczas trzeciego cięcia cesarskiego. W trzeciej minucie życia zachłysnął się wodami płodowymi i natychmiast trafił do inkubatora. Lekarze rozważali jego transport z Płocka do Warszawy. – Lekarze nam nie chcieli mówić o jego stanie, szczególnie mnie, żebym się po prostu nie załamała – wspominała matka.

Wtedy rodzina poprosiła znajomego kapłana, by przyjechał do szpitala z relikwiami pierwszego stopnia św. Szarbela. Kapłan podszedł do inkubatora i przyłożył relikwie do miejsca, w którym leżał Samuel. – Od razu parametry życiowe Samuela uległy znacznej poprawie – relacjonowała Lidia. Według jej opowieści zaskoczenia nie kryła również położna, która miała powiedzieć, że nigdy wcześniej nie widziała czegoś podobnego. Samuel ostatecznie spędził w szpitalu dziesięć dni. W tym czasie jego ojciec podjął dziewięciodniową nowennę do św. Szarbela. Dziesiątego dnia rodzina wyszła ze szpitala.

Lidia podkreślała, że w tym czasie szczególnym wsparciem była również modlitwa do Maryi. Każdego dnia przychodziła do inkubatora, odmawiała różaniec i przykładała do niego szkaplerz Matki Bożej z Guadalupe. W pamięci szczególnie pozostało jej spotkanie z kobietą sprzątającą szpitalną salę. Samuel leżał wówczas sam w inkubatorze. „Pani jest tą mamą tego aniołka, który tutaj leży?” – miała zapytać. A potem opowiedziała jej o niezwykłym odczuciu, którego doświadczała, wchodząc na salę. – Czuję jakąś świętość, obecność – powiedziała.

Małżonkowie podkreślali, że w ich doświadczeniu wiary szczególną rolę odgrywa przekonanie, iż Bóg może posługiwać się zarówno świętymi, jak i konkretnymi ludźmi. – Pan Bóg również posługuje się lekarzami, ale też daje nam świętych, posyła nam tych, którzy właśnie chcą nam pomóc – mówiła Lidia.

Kamil opowiedział także o innych świadectwach, które – jak zaznaczył – potwierdzały ich przekonanie o działaniu św. Szarbela. Wspomniał m.in. o sąsiedzie ciężko rannym w wypadku, którego rodzina prosiła o olej św. Szarbela. Mężczyzna był w stanie ciężkim i pozostawał w śpiączce farmakologicznej. Według relacji Kamila został wybudzony po trzech dniach, choć lekarze mieli przewidywać znacznie dłuższy okres. Mężczyzna opowiadał również o doświadczeniu śmierci klinicznej i spotkaniu z Jezusem. – Lekarze też stwierdzili, że to jest taki cud działania świętego Szarbela – mówił Kamil, zaznaczając, że mężczyzna wrócił już do domu i samodzielnie oddycha.

Małżonkowie opowiedzieli również o początku swojej szczególnej więzi ze św. Szarbelem. Podczas powrotu z rekolekcji w 2019 r. zatrzymali się w hotelu, w którym – jak relacjonowali – znajdowały się liczne przedmioty o charakterze okultystycznym. Kamil wziął gitarę i rozpoczął modlitwę. Lidia zaczęła odczuwać silny lęk, który – jak mówiła – ustąpił podczas modlitwy i śpiewu. To doświadczenie stało się początkiem ich późniejszego zaangażowania w szerzenie kultu św. Szarbela i tworzenie pieśni uwielbienia.

Jednak w centrum całego świadectwa małżonkowie postawili nie niezwykłe wydarzenia, lecz zaufanie Bogu. Wspomnieli także o początku ciąży z Samuelem. Lekarz początkowo podejrzewał, że ciąża nie rozwija się prawidłowo. Małżonkowie zawierzyli ją Maryi i udali się do Niepokalanowa, prosząc o modlitwę. Kolejne badanie przyniosło zmianę – ciąża rozwijała się prawidłowo.

Po narodzinach Samuel przeszedł badania związane z przebytą zamartwicą. Rodzice usłyszeli, że rozwija się prawidłowo, a nawet ponad normę. – Pan Bóg przez właśnie to doświadczenie wypróbował naszą wiarę, czy my tak naprawdę ufamy, wierzymy – mówił Kamil.

Do tego doświadczenia nawiązał także ks. Bartosz. Podkreślił, że w sanktuarium spotyka ludzi, którzy opowiadają o wydarzeniach, które sami odczytują jako działanie Boga za wstawiennictwem św. Szarbela. – Wielokrotnie ja jako proboszcz, ale też jako kustosz tego sanktuarium spotykam się właśnie z takimi małymi cudami, które może ktoś powie, że to jest zbieg okoliczności, przypadek. A człowiek przychodzi, opowiada i mówi, że on to odbiera jako konkretną ingerencję Pana Boga przez wstawiennictwo świętego Szarbela – zaznaczył.

Kustosz sanktuarium przestrzegł jednocześnie przed sprowadzaniem wiary wyłącznie do oczekiwania na spektakularne uzdrowienia. Jego zdaniem równie wielką łaską może być pokój serca i świadomość, że człowiek nie pozostaje sam ze swoim cierpieniem. – Może nie dokonają się tak spektakularne cuda w Twoim życiu, ale może Pan Bóg właśnie da mi ten taki pokój w sercu. To, że poczuję, że nie jestem sam, że obok mnie siedzi ktoś, kogo może nie znam po imieniu czy po nazwisku, ale on też przeżywa swoje dramaty – powiedział.

Ksiądz Wojtaszek wskazał, że właśnie temu ma służyć sanktuarium – aby człowiek, nawet jeśli nie otrzyma odpowiedzi, której oczekiwał, wyszedł z niego umocniony. – To miejsce ma być takim, w którym nabierzemy tej siły i takiej mocy – powiedział. I przypomniał słowa Ewangelii: „Gdzie dwaj lub trzej gromadzą się w imię moje”.

Kamil zakończył świadectwo modlitwą za wszystkich, którzy przychodzą do sanktuarium ze swoimi problemami. Prosił, aby Bóg – za wstawiennictwem św. Szarbela i Maryi – przyszedł z łaską do ludzi cierpiących, chorych i przeżywających trudne sytuacje.

Świadectwo małżonków jest również częścią ich szerszego zaangażowania ewangelizacyjnego. Kamil i Lidia nie tylko opowiadają o swoim doświadczeniu wiary i modlitwie za wstawiennictwem św. Szarbela, ale także tworzą pieśni uwielbienia. Jak opowiadali, właśnie jedno z takich doświadczeń stało się początkiem ich muzycznej posługi. Podczas powrotu z rekolekcji w 2019 r. zabrali ze sobą gitarę i obrazek św. Szarbela, a z czasem zaczęli tworzyć własne utwory. Dziś dzielą się nimi z innymi, traktując muzykę jako sposób głoszenia Ewangelii i prowadzenia ludzi do modlitwy.

„Piszemy pieśni uwielbienia – mówił Kamil, opowiadając o początkach tej działalności. Małżonkowie przygotowali również płytę poświęconą św. Szarbelowi, którą udostępniają podczas spotkań. Ich posługa łączy więc świadectwo, modlitwę, muzykę i ewangelizację. Chcą, by opowieść o doświadczeniu Boga nie zatrzymywała się na nich samych, ale pomagała innym ludziom odkrywać nadzieję i zaufanie w trudnych sytuacjach.

Biuro Prasowe Diecezji Bydgoskiej
Marcin Jarzembowski

print