15.08.2026
Są takie chwile, kiedy jako kapelan powinienem coś powiedzieć… a jednak bardziej chce się po prostu iść obok, patrzeć i słuchać.
Na Camino każdy niesie swój plecak. Z zewnątrz podobny do innych: kilka ubrań, woda, coś na deszcz, rzeczy potrzebne na drogę. Ale szybko człowiek odkrywa, że najważniejsze rzeczy niesiemy nie na plecach, ale w sercu. Swoje historie, ludzi, za którymi tęsknimy, pytania bez odpowiedzi, wdzięczność, zmęczenie, czasem jakiś żal, a czasem po prostu pragnienie, żeby przez kilka dni pobyć bliżej Boga i samego siebie.
Nasza grupa caminowa liczy 27 osób. Wyruszyliśmy z Valençy, przeszliśmy przez Tui, Redondelę, Caldas de Reis i Padrón, zmierzając do Santiago de Compostela. Kilometry mijają. Jednego dnia nogi niosą same, innego każdy kilometr trzeba sobie trochę „wywalczyć”. Jest słońce, zmęczenie, śmiech, rozmowy, chwile ciszy i zwyczajne pytanie: „daleko jeszcze?”. I właśnie z tych prostych rzeczy powstaje Camino.
Jako kapelan tej drogi coraz mocniej widzę, że Camino nie potrzebuje wielu słów. Czasem najważniejszą rozmowę odbywa się gdzieś przy drodze. Czasem ktoś idzie przez kilka kilometrów w milczeniu. Czasem Eucharystia przeżywana po całym dniu marszu smakuje inaczej niż zwykle. A czasem modlitwą staje się samo postawienie kolejnego kroku, kiedy naprawdę nie ma się już siły.
Towarzyszy nam św. Jakub. I chyba coraz lepiej rozumiemy, dlaczego właśnie on.
Jakub nie był Apostołem, który siedział bezpiecznie w domu i czekał, aż świat przyjdzie do niego. Ruszył. Poszedł. Zaryzykował. Ewangelia wyprowadziła go z tego, co znane i wygodne. Dlatego może być patronem ludzi, którzy czasem się boją, mają wątpliwości, nie znają całej drogi, ale mimo wszystko robią następny krok.
I tego właśnie Jakub uczy nas tutaj najbardziej: odwagi następnego kroku.
Nie musisz dzisiaj znać odpowiedzi na wszystkie pytania swojego życia. Nie musisz wiedzieć, jak będzie wyglądała cała droga. Czasem wystarczy zobaczyć żółtą strzałkę, zaufać i zrobić następny krok.
Jako kapelan patrzę na tych 27 ludzi i jestem wdzięczny. Za ich zmęczenie i uśmiech. Za wzajemną pomoc. Za rozmowy, których pewnie nigdy nie byłoby w codziennym życiu. Za modlitwę. Za chwile ciszy. Za to, że kiedy komuś jest trudniej, ktoś inny zwalnia.
Bo Camino przypomina bardzo prostą prawdę: do Santiago można dojść samemu, ale przez życie najlepiej iść razem.
A kiedy każdego dnia jesteśmy trochę bliżej grobu św. Jakuba, mam wrażenie, że jeszcze ważniejsze dzieje się coś innego: jesteśmy trochę bliżej siebie nawzajem, trochę bliżej samych siebie i – mam nadzieję – trochę bliżej Boga.
I może właśnie po to jest Camino.
Nie tylko po to, żeby dojść do Santiago.
Ale żeby po drodze pozwolić Bogu dojść do naszego serca.
Buen Camino!
Kapelan – ks. dr Wojciech Ciołek
BPDB/MJ



