Jubileusz 25-lecia „Radia Maryja” pozwala nam przeżywać zdumiewające prawdy. Uświadamia nam, że powstało 13 lat po wyborze kardynała Karola Wojtyły na papieża, 12 lat po Jego pierwszej pielgrzymce do Ojczyzny, za trzy lata obchodzić będziemy 40-rocznicę tego wydarzenia. I kiedy dziś dziękujemy Bogu za to Radio, za jego twórców z Ojcem Tadeuszem, za tych wszystkich, którzy je wspierają, to, Moi Drodzy, chciałbym przypomnieć jeszcze jedną ważną datę. Radio „Maryja” powstało 35 lat po zwolnieniu Prymasa Tysiąclecia z jego uwięzienia. Chciałoby się powiedzieć – zaledwie 35 lat, bowiem czytając Jego „Zapiski więzienne” czy „Pro memoria”, w których zapisywał wydarzenia, uwagi, spostrzeżenia czy wspomnienia innych osób, opisy zachowań ludzi i polityków, to jedno uderza w sposób jednoznaczny: nie przewidywano upadku panującego wówczas socjalistyczno-komunistycznego systemu, można powiedzieć, że w ogóle nie przewidywano, tak jakby miał istnieć na zawsze. Poważnie kreślono programy polityczne, w których po stronie władzy skreślano istnienie Kościoła, a przynajmniej widziano Go całkowicie podporządkowanego władzy, po stronie przeciwnej kreślono programy i próbowano namówić władzę na to, że jest możliwa współpraca Kościoła i państwa, tak jakby państwo należało tylko do jednej strony. Dla władzy państwowej myśl, dlaczego miałaby współpracować z Kościołem, była całkowicie niezrozumiała.

Z „Zapisków więziennych”, z „Pro memoria” jednoznacznie wynika, że Prymas Tysiąclecia nigdy z taką myślą się nie pogodził. Można powiedzieć, że nad istnieniem takiego czy innego systemu politycznego przechodził ponad, to Go w pewnym sensie nie interesowało. Dla Niego najważniejsze było to, że, niezależnie od takiego czy innego systemu, nie wolno było niszczyć Kościoła, nie wolno było niszczyć Ojczyzny budowanej od tysiąca lat na chrześcijańskiej tradycji, nie wolno było niszczyć wolności żadnego człowieka, jak i Narodu okupionej krwią poprzednich pokoleń, nie wolno było niszczyć historii i pamięci. I tu Stefan Wyszyński okazał się być wielki i silny, opatrznościowy i prorocki. Okazał się być nauczycielem.

Moi Drodzy, przypatrzmy się tej postaci bliżej, bo warto, bo może właśnie także po to powstało Radio „Maryja”, aby o niej mówić.

60 lat temu, 28 października 1956 roku, Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński zwolniony został z odosobnienia (Rywałd, Stoczek Warmiński, Prudnik Śląski, Komańcza). Uwolnienie Prymasa Tysiąclecia dokonało się w szczególnej chwili, rozładowało ono narosłe do granic wytrzymałości napięcie społeczne, co mogło skończyć się podobną tragedią, jaka spotkała Naród Węgierski, Polska jej uniknęła. Największą troską kard. Stefana Wyszyńskiego było, aby nie dopuścić do sytuacji rozlewu krwi.

Pamiętamy to szczególne spotkanie Papieża, dziś świętego Jana Pawła II z kard. Stefanem Wyszyńskim w dzień po inauguracji pontyfikatu. Papież mówił szczególnie emocjonalnie i wzruszająco: „Czcigodny i umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła”. Powiedzmy wprost: nie byłoby wielu innych zdarzeń, nie byłoby dzisiejszej wolności, nie byłoby Radia, dzięki któremu możemy dziś o tym mówić.

Z tą wypowiedzią Papieża współbrzmi treść telegramu Piusa XII z dnia 30 października 1956 roku: „Umiłowany Nasz Synu! Twoje nieugięte i niezłomne męstwo ducha, wśród wszelkich trudności i przeciwieństw, zabłysło jako piękny przykład do naśladowania. Dziękując przeto Niebu za przykład Twojego bezgranicznego oddania się Bogu, z całego serca błogosławimy Tobie, duchowieństwu i ludowi Bożemu Twoich archidiecezji oraz księżom biskupom i wszystkim wiernym całej Polski katolickiej. Żywimy niezłomną nadzieję, że Twój tak oczekiwany powrót (…) stanie się, za przyczyną Matki Zbawiciela, zapowiedzią prawdziwego dla Polski pokoju, opartego na sprawiedliwości, miłości i należnej Kościołowi wolności”.

W czym się wyrażała odwaga Prymasa Tysiąclecia, jego heroiczna nadzieja budowana na wierze, zaufaniu Matce Bożej? W „Zapiskach więziennych” kard. Stefan Wyszyński w czasie odosobnienia, najczarniejszej nocy stalinizmu, niebywałego triumfu służb specjalnych, zapisał prorocki tekst, który w czasie Stanu wojennego na nowo sobie przypomniano i traktowano jako wyrocznię. Tym bardziej, że w tekście tym mówi się o wronie, co skojarzone zostało ze skrótem, utworzonym ze słów: „Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego” – WRON.

Zapis z dnia 17 I 1954, niedziela. „Siadła wrona na czole wyniosłej jodły. Spojrzała władczo wokół i wydała okrzyk zwycięstwa. Tej wrzaskliwej zjawie wydaje się prawdziwie, że jodła zawdzięcza jej wszystko: swój byt, wysmukłą piękność, trwałą zieleń, siłę w walce z wichrami. Godnym podziwu jest ten tupet wrony. Wielka dobrodziejka stojącej cicho jodły. A jodła ani drgnie; zda się nie dostrzegać wrony; pogrążona w zadumie, wyciąga gałązki ramion swoich ku niebu. Znosi spokojnie wrzaskliwego gościa. Nic nie zmąci jej myśli, jej powagi, spokoju. Wszak tyle chmur już przeszło nad jej czołem, tyle ptaków przelotnych tu się zatrzymało. – Poszły, jak ty pójdziesz. Nie twoje to miejsce, nie czujesz się pewna i dlatego krzykiem nadrabiasz brak męstwa. To ja wyrosłam z ziemi i trwam korzeniami w jej sercu. A ty, wędrowna chmuro, co rzucasz cień smutku na złociste me czoło, jesteś igraszką wichrów. Trzeba cię spokojnie wycierpieć. Wykraczesz swoją nudną, bezduszną, jakże ubogą pieśń – i odpłyniesz. Cóż zdołasz krzykiem zdziałać? Ja pozostanę, by trwać w skupieniu, by budować swoją cierpliwością, by przetrwać wichry i naloty, by spokojnie piąć się wzwyż. Słońca mi nie przysłonisz, sobą nie zachwycisz, celu mej wspinaczki nie zmienisz. Był las, nie było was – i nie będzie was, będzie las. Bajka? Nie bajka!”.

W tym tekście łatwo wyczuć aluzję. Jodła uosabia tu rzeczywistość stworzoną przez Boga, w tym Polskę, Naród Polski, Boże prawo, które tą całą rzeczywistością rządzi. Wrona wszystkie obłędne ideologie, które rzekomo mają służyć człowiekowi, a które papież Leon XIII nazwał lekarstwem gorszym od choroby, powiedzmy wprost: komunizm. Była Polska, była Ojczyzna, nie było was i nie będzie was, a Polska, Ojczyzna będą istnieć dalej. Odfruniecie tak szybko, jak żeście przyszli.

Tym tekstem kard. Stefan Wyszyński odsłania swoją osobowość. Wyrażała się ona silną, niezachwianą wiarą w prawdę; w prawdę Boga i w prawdę całego porządku przez Boga stworzonego, a zatem prawdę człowieka i prawdę natury rzeczy. W prawdę w Opatrzność Bożą i wstawienniczą opiekę Najświętszej Maryi Panny. Ta prawda na pierwszym planie stawiała człowieka, jego niezbywalną godność oraz Naród, który dla kard. Stefana Wyszyńskiego był nie mniej stworzeniem samego Boga jak poszczególny człowiek. Stąd też był przedmiotem nie mniejszej troski, w tym przypadku chodziło o jego wolność, aby mógł spełniać swoje powinności, zwłaszcza religijną, swoje powołanie. Ta sama prawda określała miejsce i zadania Kościoła w Narodzie. Z tej perspektywy każdy system społeczny był dla kard. Wyszyńskiego nie do przyjęcia, jeśli w czymkolwiek pod tym względem uchybiał. I nic nie mogło się tu zmienić w odniesieniu do panującej od kilkunastu lat zbrodniczej ideologii. To wszystko było dla kard. Wyszyńskiego prawdą, a nie bajką. To prawda wiary miała w Nim taką moc.

Telegram Piusa XII ukazuje wielką życzliwość dla Prymasa Tysiąclecia, która cechowała kolejnych papieży: Jana XXIII i Pawła VI. Wyrażała się ona m.in. poprzez to, że kard. Wyszyński przy przyjeździe do Rzymu zawsze był witany na dworcu przez wysokich dostojników Watykanu. Tym powitaniom towarzyszyły tłumy (około tysiąca ludzi), zwłaszcza Polonia Rzymska. Bardzo szybko był przyjmowany na prywatnych audiencjach, a nawet Jan XXIII poprosił Prymasa w pewną niedzielę, aby towarzyszył mu podczas modlitwy „Anioł Pański” w oknie Pałacu Apostolskiego, tak jakby chciał Go pokazać całemu światu, co na ogół w ogóle się nie zdarzało.

Szczególnym okresem w życiu Prymasa okazał się czas Soboru Watykańskiego II, który stworzył okazję spotkania z przedstawicielami innych Kościołów, zwłaszcza z Episkopatem Niemiec Zachodnich. Te kontakty zbliżyły do siebie i można było wyjaśnić wiele nieporozumień, które także próbowały wygrać władze państwowe. Pamiętamy, że skończyło się to sławetnym „Listem Episkopatu Polski do Biskupów Niemieckich”, co na przyszłość stworzyło fundament pojednania. Rzym okazał się być miejscem spotkania kard. Stefana Wyszyńskiego z wysokimi dostojnikami władz państwowych (Zenon Kliszko), a później w Polsce nawet z Władysławem Gomułką. Spotkania te były przede wszystkim wyrazem dobrej woli Prymasa, chociaż przewidywał, że większych owoców one nie przyniosą. Ale podejmowane przy tej okazji pewne uzgodnienia czy nawet zobowiązania, były okazją, do której można się było odwoływać, chociaż i to także nie pomagało.

Moi Drodzy!

Nie będę w tej chwili przypominał znanych faktów, jakie miały miejsce dzięki kard. Stefanowi Wyszyńskiemu; Wielką 9-letnią Nowennę przed obchodami Tysiąclecia Chrztu Polski, Peregrynację Kopii Cudownego Obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej (peregrynacja ta trwa do dzisiejszego dnia), Śluby Jasnogórskie, Nieustanną Modlitwę przed Obrazem Jasnogórskim w intencji Soboru. Nie chciałbym też poruszać spraw dotyczących ówczesnej polityki państwa w stosunku do Kościoła i zmagania się z tym ze strony Prymasa i całego Episkopatu; usuwanie nauczania religii ze szkół, próba kontroli urzędów kościelnych, ograniczanie możliwości Kościoła w pracy duszpasterskiej, powoływanie kleryków do służby wojskowej itp.

Chciałbym natomiast podjąć próbę ukazania duchowości Prymasa, Jego wnętrza, myśli, zwłaszcza myśl społeczną, która miała służyć nie tylko Kościołowi, ale i Narodowi. Okazją poznania tej sfery ducha Prymasa Tysiąclecia mogą być niewątpliwie Jego kazania, notatki, listy, jednym słowem Jego nauczanie. Spośród całej kolekcji kazań jedno zapewne wysuwa się na pierwszy plan, przez znawców określone zostało jako jedno z najpiękniejszych kazań ks. Prymasa. Ma ono wartość nie tylko historyczną, lecz wciąż aktualną. Dotyczy oceny zdarzeń historycznych.

Otóż w setną rocznicę Powstania Styczniowego ukazał się artykuł, który dezawuował znaczenie tego powstania. Jego treść oburzyła wielu Polaków, a nie tylko ks. kard. Stefana Wyszyńskiego. Powstanie to miałoby być nonsensowne, bowiem nie miało żadnych szans na zwycięstwo i spowodowało jedynie zniszczenia. W odpowiedzi kard. Wyszyński wygłosił w kościele św. Krzyża w Warszawie całe kazanie.

Punktem wyjścia było podkreślenie pewnego podobieństwa życia Narodu do jednostkowego życia poszczególnego człowieka. Tu trzeba przypomnieć, że Prymas Tysiąclecia rozumiał naród jako Boże stworzenie, to Bóg stworzył poszczególne narody, do których posłał Apostołów, aby prowadzić je ku zbawieniu. Można dyskutować nad jego rozumieniem i przytaczać takie czy inne teologiczne argumenty, ale jedno jest pewne; Naród to coś więcej niż zwykła suma poszczególnych jednostek, ma swój samodzielny byt, swoją autonomię, swoją historię, swój los, swoją godność i swoje prawa. I tak, jak w życiu każdego człowieka, tak tym bardziej w życiu Narodu, trzeba być ostrożnym z osądem historycznym, zwłaszcza odnośnie do Narodu, który żyje i ma żyć, nie zapominając o tym, że ostateczna ocena jego wartości, dziejowej użyteczności i miejsca pośród innych narodów należy do Boga.

Pierwszym krokiem, do jakiego Ksiądz Prymas zachęcał, aby móc właściwie ocenić, miało być milczenie, rozumiane jako zaduma i hołd składany wszystkim, również tym, którzy taką walkę podjęli. W tej zadumie każdy powinien postawić sobie pytanie, w jaki sposób on by się zachował, gdyby w odpowiedzi na najmniejszą nadzieję i pragnienie wolności usłyszał: „żadnych mrzonek”. Źle by skończył Naród, gdyby uwierzył w taki werdykt. Ksiądz Prymas zauważył, że wypowiada te słowa w świątyni, w której przed stu laty lud Warszawy wypłakiwał swoje bóle przed Bogiem i mógł to czynić jedynie w tym miejscu. Można różnie oceniać taką postawę: wielkie bóle, spazmatyczny płacz i do końca podeptaną godność, ale nie wolno potępiać. I mówił Prymas: „Historyczny epizod z 1863 roku możemy zsyntetyzować dopiero po stu latach, gdy stoimy tutaj, jako Naród żywy, gdy mimo wszystko… jesteśmy. Może krew wówczas przelana, dopiero dziś, po dziesiątkach lat, miała wydać swój owoc, jak ziarno po miesiącach mrozów, śnieżyc, wichrów i ulew, wyzłaca się czasu żniwnego”.

Prawda ta dotyczy życia Narodu. I pytał Prymas, kto potrafi określić dziejowe zjawisko, jakim jest Naród. Prawda, Polacy wspominają tyle powstań: Kościuszkowskie, Listopadowe, Styczniowe, Warszawskie i inne zrywy może nieudane, nieprzynoszące rezultatów. Podobne powstania i zrywy w dziejach innych narodów także nie zawsze były udane, natomiast zawsze były budzeniem zasypiającego ducha narodu, by powstał i żył, bowiem dzieje Narodu bardzo często buduje się z tego, co najdroższe.

Naród podobnie jak poszczególny człowiek, nie jest czymś podzielnym, lecz złożonością organizmu. Człowieka nie można rozebrać na cząstki, to nie coś podzielnego, lecz powiązanego, co się wzajemnie przenika. Cały ten splot bez ducha staje się garstką popiołu. Podobnie i Naród. Tworzą go prawa i obowiązki, kultura, dzieje działania i osiągania, dzieje tęsknoty i pragnień. Praca poszczególnych stanów i zawodów, mężczyzn i kobiet i coś, co nigdzie tak nie smakuje, jak w ojczystej ziemi, co na obczyźnie po prostu usycha. Trzeba żyć w Narodzie, z Narodem i dla Narodu. Trzeba mieć poczucie przedziwnej wspólnoty narodowej, aby rozumieć, co znaczy rzucić na służbę innym braciom, choćby ostatnią kroplę krwi. Dopiero wówczas zrozumie się ofiarnych duchów i to, że wolność wyrasta z ich krwi.

Właśnie o wolność chodziło i chodzi. Wystarczy, aby człowiek czuł się związany i skrępowany, wystarczy być tylko uczciwym człowiekiem, mieć poczucie honoru i osobistej godności, aby z niewolą nigdy nie móc się pogodzić, przeciwko niej się burzyć i szukać sposobów wydobycia się z niej. I żadną miarą nie da się tego wytłumaczyć, aby mogło być inaczej. I tak będzie za każdym razem, że każdy, kto w jakimś narodzie będzie próbował budować klatki, będzie wrogiem. Będzie budził opór, rewolucyjnego ducha od wewnątrz, w głębi osobowości człowieka. A w takiej sytuacji człowiek nie tyle widzi wroga takiego czy innego, on widzi wolność i pragnie wolności. Nie tyle kieruje się nienawiścią, co raczej miłością wolności. Ta jest jego prawem i obowiązkiem. Musi o nią walczyć; nie wolno go potępiać, trzeba oddać mu cześć. Miara krwi, jaką wylewa w obronie wolności, doprowadzony do rozpaczy i szaleństwa, jest zapewne także miarą tej wielkiej wagi prawa Narodu do wolności. Kto zatem będzie go potępiał za to, że nie umie pogodzić się z niewolą? Ta krew budzi sumienie Narodu, również i ku temu, aby nad tą krwią poczynić rachunek sumienia i umacnia do następnych prób odzyskania zagrożonej wolności.

Tak się toczy życie człowieka i Narodu. I kończył Ks. Prymas: „Naród to splątanie, powiązanie niesłychanie bogate najrozmaitszych właściwości i nurtów duchowych, których rozparcelować się nie da. (…) Dlatego z głęboką czcią klękamy na śladach krwi naszych braci, którzy nie zawahali się oddać jej, abyśmy żyć mogli. Z głęboką czcią całujemy drogi tych bitew, na których ofiarność zda się w beznadziejny sposób walczyła o niewątpliwe prawo wolności. I nie car miał rację, gdy na Zamku Warszawskim odpowiadał butnie: «Porzućcie wszelki sny!» – tylko właśnie ci, co padali, obejmując miłośnie otwartą piersią ukrzyżowaną pierś Matki Polki. Tylko oni mieli rację! A my po stu latach wiemy to jeszcze lepiej”.

Od czasu Powstania Styczniowego historia się powtórzyła poprzez Powstanie Warszawskie, Żołnierzy Wyklętych, Solidarność, bo nie potrafiono dalej tak żyć. Podejmując się tego dzieła, nie kalkulowali, byli jednak posłuszni głosowi samego Boga, który mówił przez nich: „tak być nie powinno”. Posłuszni temu głosowi potrafili przelewać swoją krew. Nie wolno ich za to potępiać, lecz oddać wszelkie honory, a nie pytać, czy im się to opłacało. Ale pamiętajmy: jest jeszcze Bóg, który tych wszystkich, którzy niewinnie cierpieli, będzie wydobywał z piekła i sadzał po swojej Prawicy. Tych zaś, którzy to piekło tu, na tym świecie, sobie i innym zgotowali, ci, którzy próbują nam wmówić, że ścieżki zdrowia rzeczywiście służyły zdrowiu, w tym piekle zostawi, chyba, że się nawrócą. W tym sensie Bóg nie potrzebuje nikogo karać, jest miłosierny.

Prymas Tysiąclecia uczył nas swoim życiem dwóch uniwersalnych prawd: nie tyle walczył z kimś czy przeciw czemuś, natomiast stanowczo upominał się i żądał tego, co człowiekowi się należy; m.in. właśnie wolność i uszanowanie jego godności. Czynił swoje i nigdy nie musiał zmieniać swoich poglądów. Żądał wolności nie dla samej wolności. Wolność sama w sobie jest pusta i prędzej czy później wypełniona zostanie błazenadą. Człowiek ma być wolny po to, aby mógł czynić wolę Ojca, a Bóg nie nakazuje niczego, co by nie było dobre samo w sobie i Prymas to dobro czynił. Ale człowiek, aby mógł czynić dobro, musi się poświęcić, musi ofiarować swoje życie i to jest ta druga prawda. Bez ofiary, poświęcenia nie stworzy się żadnego życia; ani rodzinnego, ani narodowego czy państwowego. O tym nieustannie musimy pamiętać, podejmując trud wychowania młodego pokolenia. W dobie konsumpcjonizmu jest to nowe wyzwanie na miarę Patriotyzmu. Jeśli ktoś dzisiaj zastanawia się, bo nie wie, co to jest patriotyzm, to w nauczaniu Prymasa Tysiąclecia znajdzie odpowiedź: wychowanie młodego pokolenia do wolności, aby mogło czynić dobro, bo tylko takie życie ma sens, a nie ma dobra bez ofiary i poświęcenia, taki jest los człowieka. Jest to mądrość, która czyni człowieka bardziej człowiekiem, a niemożliwa do wymyślenia przez niego samego.

Moi Drodzy!

Dziś, kiedy świętujemy Jubileusz 25-lecia Radia „Maryja”, ze zdumieniem stwierdzamy, jak wpisuje się Ono w historię naszego Narodu, w to „splątanie – jak pouczał Prymas Tysiąclecia – powiązanie niesłychanie bogate najrozmaitszych właściwości i nurtów duchowych, których rozparcelować się nie da”. A że niekiedy musi także walczyć o swoją wolność, to… powiedzmy, że dobrze mu to robi.

Nie zapominajmy też o kard. Stefanie Wyszyńskim, bez którego ofiary nie byłoby tej wolności, jaką się cieszymy. Toczy się Jego proces beatyfikacyjny, niech modlitwa Radia „Maryja” przyczyni się także do szczęśliwego jego zakończenia.

print